Dzisiejszy dzień spędziliśmy w miejscu, gdzie historia nie jest tylko zapisem w książkach – można ją realnie poczuć. Wybraliśmy się do Górek Wielkich koło Skoczowa, aby odwiedzić Stanicę Harcerską na wzgórzu Bucze. Już od pierwszych kroków pojawia się specyficzne wrażenie, jakby to miejsce wciąż nosiło w sobie ślady tego, co się tu wydarzyło.
Historia miejsca – od harcerstwa, przez wojnę, po sanatorium

Stanica powstała w latach 30. XX wieku i była silnie związana z działalnością Aleksandra Kamińskiego – autora Kamieni na szaniec. Funkcjonowała tu Centralna Szkoła Instruktorów Zuchowych, a przed wojną miejsce to tętniło życiem młodych harcerzy. Ścieżkami, którymi dziś chodziliśmy, przemierzali m.in. „Rudy”, „Alek” i „Zośka”, przygotowując się do przyszłych wyzwań.
Wszystko zmieniło się w 1939 roku. Po wkroczeniu wojsk niemieckich cały kompleks – Dom Ogólny, Dom Kursów i Dom Zuchów – został przejęty przez okupanta. Obiekt podporządkowano nowym władzom i całkowicie zmieniono jego przeznaczenie. Z dostępnych informacji wynika, że funkcjonował tu ośrodek Hitlerjugend, w którym prowadzono szkolenia ideologiczne i paramilitarne młodzieży niemieckiej.
W czasie okupacji usunięto wszystko, co wiązało się z polskim harcerstwem. Symbole, dokumenty i wyposażenie zostały zniszczone lub zastąpione nowymi. Miejsce, które wcześniej było ważnym ośrodkiem wychowawczym ZHP, zostało całkowicie podporządkowane propagandzie.
To także historia konkretnych ludzi. Wielu instruktorów i wychowanków trafiło do konspiracji. Jednym z nich był Władysław Malczewski – harcmistrz i kierownik gospodarstwa stanicy – który został zamordowany przez NKWD w Katyniu.
Po zakończeniu wojny w 1945 roku obiekt nie wrócił już do swojej pierwotnej funkcji. Został przekształcony w sanatorium dziecięce, specjalizujące się w leczeniu gruźlicy i chorób płuc. Placówka działała aż do 1999 roku. Pomieszczenia, w których kiedyś odbywały się harcerskie zbiórki, zamieniły się w sale szpitalne, a miejsce nadal tętniło życiem – choć w zupełnie inny sposób.
Po zamknięciu sanatorium obiekt został opuszczony i z biegiem lat zaczął popadać w ruinę. Dziś widać wyraźnie skutki upływu czasu – zniszczone elewacje, powybijane szyby i zaniedbane wnętrza. Mimo tego budynki nadal robią ogromne wrażenie i zachowały swój charakter.



Eksploracja i przebieg badań
Na miejscu szybko okazało się, że teren jest znacznie większy, niż się wydawało. Trzy główne budynki dominują nad okolicą, a ich dokładne zwiedzenie zajęło nam sporo czasu. Każdy korytarz i każde pomieszczenie zdawały się opowiadać inną historię – od okresu harcerskiego po czasy funkcjonowania sanatorium.
Po wstępnym rozpoznaniu rozpoczęliśmy badania. Podzieliliśmy się zadaniami – część zajęła się nagrywaniem, a reszta pracowała na miernikach K2, rempodach i aplikacji Seer.
Początek okazał się wymagający. Sprzęt nie reagował w żaden sposób, a w budynkach panowała całkowita cisza. Zmieniliśmy lokalizację, przeszliśmy do kolejnych obiektów, ale sytuacja się powtarzała – brak jakichkolwiek sygnałów.
Dopiero w głównym budynku pojawiły się pierwsze oznaki aktywności. Rempod zaczął sporadycznie reagować, przerywając ciszę pojedynczymi sygnałami. Nie była to intensywna aktywność, ale wystarczyła, by wyraźnie podnieść napięcie i skupić naszą uwagę.



Nagranie EVP, które zmieniło wszystko
Na końcu zdecydowaliśmy się na ostatnią próbę – sesję EVP. W trakcie nagrania usłyszeliśmy cichy trzask gdzieś w budynku. Dawid zapytał:
„Co tak trzasło?”
Na miejscu nie usłyszeliśmy żadnej odpowiedzi.
Dopiero podczas odsłuchiwania materiału pojawiło się coś, czego się nie spodziewaliśmy. Tuż po zadanym pytaniu na nagraniu zarejestrował się wyraźny, nienaturalny głos:
„To my”.
Od lat zajmujemy się eksploracją i badaniami takich miejsc. Widzieliśmy i słyszeliśmy już wiele, ale tak wyraźne nagranie należy do rzadkości. To jedno z tych doświadczeń, które trudno jednoznacznie wyjaśnić – i które zostaje w głowie na długo.


ZOBACZ WIĘCEJ MIEJSC
Kliknij i sprawdź, jakie miejsca ostatnio odwiedziliśmy.


