Dzisiejsza relacja będzie wyjątkowa, ponieważ film z tej wyprawy się nie pojawił, a wszystko, co się tam wydarzyło, będziecie mogli przeczytać wyłącznie tutaj. Ruiny folwarku Waldhof (Lesisko/Leśnik) znajdują się na północnym stoku Góry Św. Anny, a historia tego miejsca owiana jest tajemnicą. Aby tam dotrzeć, musieliśmy przemierzyć zapomnianą leśną drogę. Po około 30 minutach marszu naszym oczom ukazały się pierwsze, niezwykle klimatyczne ruiny. Nie wiedzieliśmy wtedy jeszcze, że doświadczymy tam jednej z najsilniejszych aktywności paranormalnych w historii naszych wypraw.
Opowieść o chwale, buncie i zapomnieniu
Aby ustalić cokolwiek na temat historii tego miejsca, musieliśmy przeanalizować wiele źródeł, w tym stare mapy topograficzne terenu, które rzuciły nieco światła na wydarzenia, jakie miały tam miejsce. Nie wiadomo dokładnie, kiedy powstał sam folwark, jednak na podstawie dostępnych informacji można przypuszczać, że było to pod koniec XIX wieku. Folwark prawdopodobnie pełnił funkcję zaplecza rolniczego pałacu von Gaschinów w Żyrowej. Kompleks obejmował stodołę, oborę, magazyn zbożowy, budynki mieszkalne oraz drewniany wiatrak, który widnieje na mapie z 1931 roku, lecz znika po 1944 roku.
Folwark Waldhof odegrał istotną, choć krótkotrwałą rolę podczas III Powstania Śląskiego. W nocy z 2 na 3 maja 1921 roku stał się kluczowym punktem zbornym dla członków Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) z okolic Leśnicy, Zdzieszowic i Zalesia. Wybór tego miejsca na koncentrację i magazyn broni nie był przypadkowy. Jego odosobnione położenie, określane jako „na totalnym odludziu”, oraz zaufanie do osób z nim związanych, takich jak wspomniany w przekazach leśniczy Jelita, który strzegł ukrytej broni, czyniły Waldhof idealnym miejscem do działań konspiracyjnych.
To strategiczne wykorzystanie folwarku podkreśla znaczenie wiejskich sieci kontaktów i dyskretnych lokalizacji w operacjach powstańczych. Zgromadzeni tam powstańcy, po pobraniu broni, wyruszyli w kierunku Góry Świętej Anny, którą zdobyli po kilku godzinach. Fakt, że przez teren folwarku przebiega obecnie „Szlak III Powstania Śląskiego”, dodatkowo podkreśla jego historyczne znaczenie w kontekście tego konfliktu.
W okresie II wojny światowej brakuje precyzyjnych informacji na temat folwarku. Istnieje jednak duże prawdopodobieństwo, że przetrwał w dobrym stanie, ponieważ po wojnie został zasiedlony przez przesiedleńców z Kresów i użytkowany przez nich aż do lat 60.
Od lat 70. miejsce to zaczęło popadać w ruinę. Część elementów została rozebrana na materiał budowlany, a przyroda coraz bardziej przejmuje teren. Dziś pozostały jedynie ruiny, które mimo wszystko robią ogromne wrażenie. Budulec wykorzystany przy ich konstrukcji tworzy niesamowity kontrast – mury z wapienia i wykończenia z czerwonej cegły stanowią ewenement na skalę Polski.
Podobno z tym miejscem związana jest ciekawa i intrygująca legenda, według której z zabudowań folwarku do pobliskiego pałacu w Żyrowej prowadził podziemny tunel. Nigdy jednak tego nie potwierdzono, a brak jakichkolwiek śladów inżynieryjnych dodatkowo podważa wiarygodność tej historii.

Materia, która przechowuje echo
Aby dotrzeć do tego miejsca, musieliśmy pokonać leśną ścieżkę, która dodatkowo prowadziła pod górę. Marsz był tym trudniejszy, że dotarliśmy tam niedługo po opadach deszczu. W pewnym momencie pod stopami wyczuliśmy stary bruk, który prowadził do folwarku. Jednak jego obecność utrudniała nam poruszanie się, ponieważ cała powierzchnia była śliska. Gdy w końcu dotarliśmy na miejsce, wszyscy byliśmy zmęczeni, ale widok, który ukazał się naszym oczom, wynagrodził cały trud. Klimatyczne ruiny, w połączeniu z zachodzącym słońcem i bujną roślinnością, która je porastała, tworzyły niesamowitą atmosferę.
Pierwsze, co zwróciło naszą uwagę, to budulec wykorzystany do wznoszenia tych obiektów, o czym wspominałem wcześniej. Na pierwszy plan wysuwał się tutaj wapień, połączony z ceglanymi wykończeniami, co tworzyło niesamowity kontrast. Jeśli chodzi o budynki znajdujące się na miejscu, trudno było cokolwiek wywnioskować, ponieważ wszystkie były w tak zaawansowanym stanie ruiny, że ciężko było ocenić ich pierwotne przeznaczenie.
Już od pierwszych sekund dało się wyczuć tutaj dziwną aurę, jakby czyjąś obecność. Jakby życie, które toczyło się w tym miejscu kilkadziesiąt lat temu, wciąż tu trwało. Zanim słońce całkowicie zaszło, postanowiliśmy przejść do działania i rozpocząć nasze śledztwo paranormalne. Analizując szczegóły zabudowań przed nami, ustaliliśmy, że są to budynki mieszkalne. To właśnie tam zdecydowaliśmy się rozpocząć nasze badania.

TO było przerażające Doświadczenie
Ruiny były w opłakanym stanie i w każdej chwili mogły się zawalić, więc to, co robiliśmy, nie należało do najbardziej logicznych zachowań. W środku trudno było się poruszać ze względu na dużą ilość gruzu na ziemi oraz bujną roślinność, która porastała wszystko, nawet wewnątrz. Mimo to postanowiliśmy rozłożyć nasze urządzenia, takie jak rempod i mierniki pola elektromagnetycznego K2. Dodatkowo Paweł, który był z nami, ustawił swoje urządzenie mierzące oddzielnie pole elektryczne i magnetyczne. Gdy wszystko było gotowe, czekaliśmy na pierwsze efekty.
Początkowo nic szczególnego się nie działo, poza tym dziwnym uczuciem bycia obserwowanym i wrażeniem czyjejś obecności. Urządzenia nie wskazywały na nic niezwykłego. Zaczęliśmy chodzić po pomieszczeniach, na ile było to możliwe, bo jak już wspominałem, poruszanie się w środku było dość trudne. Wszystko wyglądało na dawne mieszkanie, składające się z dwóch pokoi, kuchni i małej toalety. Zastanawiam się jednak, czy kiedykolwiek była tam doprowadzona elektryczność i jak mieszkańcy korzystali z tej toalety. To jednak tylko takie moje osobiste rozważania.
Jednak to, co wkrótce zarejestrowaliśmy, zszokowało nas. Kiedy już myśleliśmy, że znowu nie uda się uchwycić niczego interesującego, że cała ta wyprawa była na próżno, zaczęły dziać się zdumiewające rzeczy. Pomijając już fakt, że na aplikacjach Ghost Tube i Spirit Talker pojawiały się ciągle różne słowa, nasze urządzenia zaczęły reagować. Sprzęt Pawła również wykazywał aktywność. Jednak prawdziwa niespodzianka nastąpiła, gdy coś postanowiło fizycznie ingerować i przewróciło jeden z naszych rempodów. Gdyby ta sytuacja zdarzyła się raz, można by ją zrzucić na wiatr lub niestabilne podłoże, ale te możliwości wykluczyliśmy bo nie było ani wiatru, a sam rempod stał stabilnie. Kiedy jednak sytuacja powtórzyła się po raz drugi, wiedziałem, że mamy do czynienia z czymś naprawdę potężnym.
W tym momencie wszyscy zaczęliśmy czuć się coraz bardziej nieswojo, a nawet odczuwaliśmy lęk przed tym czymś. Niedługo po tym zdarzeniu nastąpił kolejny szok. Najpierw usłyszeliśmy dźwięki przypominające strzały z broni. Kiedy zapytaliśmy, czy ktoś w tym miejscu został zabity, na Spirit Talker pojawiło się słowo „zabili mnie”. Następnie usłyszeliśmy dziwne oddechy w naszym pobliżu, a następnie znowu te dziwne strzały.
Wszystko to sprawiło, że czuliśmy się bardzo niepewnie i postanowiliśmy pomału wycofać się z tego miejsca. Wszyscy odczuwaliśmy dziwne napięcie, a mrok, który dodatkowo zaczął okrywać cały teren, potęgował to uczucie. Kiedy już mieliśmy zakończyć nagrywanie i opuścić teren, po prawej stronie, w gąszczu roślinności, zauważyliśmy jakieś zabudowania. Prawdopodobnie był to magazyn lub coś w tym stylu. Mimo całego napięcia postanowiliśmy jeszcze sprawdzić te zabudowania.


Energia, Która Nie Zna Spoczynku
Szczerze mówiąc, nie miałam ochoty dalej kontynuować tych nagrań, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, czego wcześniej doświadczyliśmy, oraz fakt, że zaczęło robić się już ciemno. Wszystko wokół potęgowało uczucie narastającego niepokoju i zagrożenia. Mimo to postanowiliśmy jeszcze sprawdzić tam aktywność paranormalną. Tak jak przypuszczałam, budynek wyglądał na duży magazyn, w którym być może przechowywano zboże lub coś podobnego. Poruszanie się tutaj było jeszcze trudniejsze, ponieważ natura całkowicie przejęła ten teren.
Po rozstawieniu urządzeń sytuacja była niemal identyczna jak w poprzednim budynku. Początkowo nic nadzwyczajnego się nie działo – brak wskazań, brak reakcji urządzeń. Nawet podczas chodzenia z miernikami pola elektromagnetycznego nie zauważyliśmy niczego niezwykłego. Pod koniec postanowiliśmy wyjść przed budynek, już mieliśmy kończyć, gdy pojawiły się pierwsze reakcje na urządzeniach. Zastanawiam się teraz, czy to coś, co nawiązało z nami kontakt w tamtym budynku, po prostu przyszło za nami tutaj, czy to zupełnie inna energia, niezwiązana z tamtym miejscem?
Rempody reagowały tak, jakby coś przechodziło z miejsca na miejsce, wchodziło do wnętrza budynku i wychodziło na zewnątrz. To było naprawdę niesamowite i pokazywało, że ta energia nie jest statyczna, lecz się przemieszcza. Skojarzyło mi się to z kimś, kto po prostu przyszedł sprawdzić, kto naruszył jego spokój. Albo z kimś, kto dogląda swoich włości, nieświadomy, że już dawno umarł.
To nie było nic dobrego
Jeśli miałbym podsumować to, czego tam doświadczyliśmy i co udało nam się nagrać, to przede wszystkim jestem w głębokim szoku. Chyba pierwszy raz, odkąd jeździmy w takie miejsca, widziałem na własne oczy fizyczną manifestację. To coś działało wręcz z agresją – jakby wyładowywało swoją złość na urządzeniu, jakby uderzyło w nie pięścią. Nie wiem, z kim lub z czym mieliśmy do czynienia, ale na pewno nie było to nic dobrego ani nic, co byłoby zadowolone z naszej wizyty w tym miejscu.
Jeśli chodzi o nasz film z tamtego miejsca, niestety nagrania uległy uszkodzeniu. Z tego powodu nie mogliśmy opublikować materiału. Mimo wszystko postanowiliśmy, że na pewno tam wrócimy, aby jeszcze raz stawić czoło temu, co tam egzystuje.
Tymczasem dajcie znać, co sądzicie o tym wszystkim. Czy odwiedziliście to miejsce? Jeśli tak, jakie były Wasze odczucia? Podzielcie się nimi w komentarzach.
Galeria Zdjęć

