Mieszkamy w Raciborzu od urodzenia i wydawało nam się, że znamy to miasto jak własną kieszeń. Muzeum Miejskie? Pewnie, byliśmy tam na szkolnej wycieczce wieki temu. Zostały jakieś mgliste wspomnienia, ale nic, co zapadłoby głęboko w pamięć. Dopiero teraz, wracając w to miejsce po latach, odkryliśmy, jak niezwykłe tajemnice skrywają te mury. To było niesamowite przeżycie, bo choć to nasze miasto, poczuliśmy się jak odkrywcy. Razem z Ewą, naszą przewodniczką, która pracuje w muzeum, przeżyliśmy podróż w czasie, która zrobiła na nas ogromne wrażenie.
Duchy przeszłości w murach świątyni
Gdy tylko przekroczyliśmy próg, od razu uderzyła w nas niezwykła atmosfera tego miejsca. Znaleźliśmy się przecież w dawnym kościele pod wezwaniem Świętego Ducha, który kiedyś należał do sióstr dominikanek. To niesamowite, jak historia sama wychodzi tu ze ścian. Ewa pokazała nam odsłonięte freski z XVII wieku i opowiedziała o badaniach archeologicznych prowadzonych w prezbiterium.
Odkryto tu aż 14 grobów! Najważniejszy z nich należał do księcia Walentyna, ostatniego z rodu Przemyślidów. Znaleziono przy nim rytualnie przepołowiony miecz – symbol końca jego linii. To naprawdę daje do myślenia, gdy stoimy w miejscu, gdzie historia dosłownie zamykała swoje rozdziały.
Mogliśmy też zajrzeć do dwóch odsłoniętych krypt grobowych:
- W jednej spoczywały szczątki kobiety z dziećmi, przysypane wapnem, co sugeruje, że zmarli na jakąś chorobę zakaźną.
- W drugiej pochowano mężczyznę, z pewnością kogoś wysoko postawionego, bo tylko szlachta i zamożni mieli przywilej spoczynku w murach kościoła.
To uświadamia, że podłoga, po której stąpamy, jest świadkiem ludzkich dramatów i historii zapisanej w kościach.




Miecz kata i toksyczne puchary
Spacerując dalej, trafiliśmy do zbrojowni. Wśród wielu militariów naszą uwagę przykuły dwie rzeczy. Pierwszą był miecz katowski. Ewa zwróciła uwagę na jego zaokrąglony koniec, w przeciwieństwie do ostro zakończonych mieczy bojowych. Okazuje się, że taki kształt miał ułatwiać dekapitację. Drugim niezwykłym zabytkiem był fragment starożytnego pieca do wypalania gliny, pochodzący z II wieku p.n.e. i odnaleziony w Nowej Cerekwi.
Później przeszliśmy do sali z cyną. Zobaczyliśmy tam kolekcję przepięknych pucharów cechowych, ale dowiedzieliśmy się też czegoś zaskakującego – cyna jest bardzo toksyczna. Ludzie kiedyś jedli i pili z cynowych naczyń, nie zdając sobie sprawy z zagrożenia. To trochę tak, jakbyśmy dzisiaj odkryli, że nasze ulubione kubki powoli nas podtruwają.


Gwiazda programu: Opowieść o mumii Dżed-Amonet-ius-anch
W końcu dotarliśmy do najbardziej tajemniczej i fascynującej części muzeum – do „Domu Ozyrysa”. To tutaj znajduje się jedyna na Śląsku egipska mumia. Jej historia jest równie niesamowita jak ona sama.
W XIX wieku, w czasach swoistej „mody na mumie”, baron von Rothschild kupił ją jako prezent dla swojej narzeczonej. Legenda głosi, że podarunek nie przypadł jej do gustu. Ostatecznie mumia trafiła do zbiorów gimnazjum, a w 1927 roku stała się głównym eksponatem nowo otwartego muzeum.
Dzięki nowoczesnym badaniom wiemy o niej naprawdę dużo:
- Nazywała się Dżed-Amonet-ius-anch, co znaczy „Amonet mówi, że ona będzie żyć”.
- Była młodą, około 20-letnią kobietą z zamożnej rodziny kapłańskiej.
- W chwili śmierci była w ciąży.
- Jej ciało jest niesamowicie dobrze zachowane – widać nawet włosy!
- Na podstawie badań udało się stworzyć cyfrową rekonstrukcję jej twarzy. Patrząc na nią, mieliśmy wrażenie, że patrzymy na kogoś, kto żył prawie 3000 lat temu.
Dowiedzieliśmy się też czegoś, o czym nie mieliśmy pojęcia – jak wyglądał proces pochówku. To było jak składanie matrioszki: najpierw mumię umieszczano w kartonażu (czymś w rodzaju dopasowanej osłony), następnie wkładano ją do mniejszego, wewnętrznego sarkofagu, a ten z kolei do większego, zewnętrznego. Co ciekawe, podczas niedawnej konserwacji wewnątrz jednego z sarkofagów odkryto wizerunek bogini Nut.


Co kryje ziemia? Wykopaliska za murami
Myśleliśmy, że to koniec wrażeń, ale Ewa zabrała nas jeszcze na tyły muzeum, gdzie trwają intensywne prace archeologiczne. Kiedyś stała tu kaplica grobowa św. Dominika, a ziemia wciąż skrywa jej sekrety. Niedawno, podczas prac, archeolodzy natrafili na szczątki dwójki noworodków sprzed kilkuset lat. Kopiąc głębiej, odsłaniają fundamenty dawnych fortyfikacji miejskich, sięgające nawet siedmiu metrów w głąb! Wśród znalezisk są nie tylko fragmenty ceramiki, ale też butelka po perfumach czy… dziurkacz z lat 80., prawdopodobnie wyrzucony przez okno z sąsiedniej szkoły. Pokazuje to, jak wiele warstw historii kryje się dosłownie pod naszymi stopami.
Nasze przemyślenia na koniec
Ta wizyta była dla nas czymś więcej niż tylko obejrzeniem eksponatów. To było jak odkrycie na nowo miejsca, które, wydawałoby się, znaliśmy od zawsze. Zrozumieliśmy, że Racibórz ma do zaoferowania niesamowite historie, a muzeum jest żywym miejscem, które ciągle się rozwija i odkrywa nowe tajemnice. Jeśli jesteście z Raciborza i ostatni raz byliście tu na szkolnej wycieczce, gwarantujemy, że będziecie zaskoczeni. A jeśli planujecie odwiedzić nasze miasto, koniecznie tu zajrzyjcie. To nie jest cała opowieść – w muzeum jest ponad 30 000 eksponatów, a my pokazaliśmy Wam tylko mały jej fragment. Czasem największe skarby mamy tuż pod nosem, wystarczy tylko spojrzeć na nie świeżym okiem.


