Przemierzyliśmy ponad 7 kilometrów, aby dotrzeć do miejsca, które już podczas naszej poprzedniej wizyty wzbudziło nasze zainteresowanie. Na rozległym polu, z dala od zabudowań, stoi krzyż upamiętniający śmierć trzech osób. Co zastanawiające, według informacji, które poznaliśmy, wszystkie miały zginąć w podobny sposób – w wyniku upadku podczas prac polowych.
Tym razem postanowiliśmy poświęcić temu miejscu znacznie więcej czasu. Podczas poprzedniego śledztwa nie udało nam się zebrać wystarczającej ilości materiału, dlatego wróciliśmy tutaj z większą liczbą urządzeń i nowym pomysłem na przeprowadzenie badania.
To, co wydarzyło się podczas tej eksploracji, skłoniło nas do postawienia pewnej hipotezy. A może nie mamy tutaj do czynienia z próbą kontaktu, lecz z czymś w rodzaju echa wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat?
Krzyż upamiętniający trzy tragiczne śmierci
Miejsce naszej eksploracji jest dość nietypowe. Nie znajduje się tutaj opuszczony budynek ani ruiny, które moglibyśmy dokładnie zbadać. Jest za to krzyż upamiętniający trzy osoby, które miały stracić życie podczas prac polowych.
Według informacji, które poznaliśmy, do tych tragicznych zdarzeń dochodziło na przestrzeni dwóch dekad. Wszystkie trzy osoby miały zginąć w podobnych okolicznościach, w wyniku upadku. Dwie z nich miały być ze sobą spokrewnione.
Krzyż powstał z inicjatywy lokalnej społeczności, aby upamiętnić zmarłych. Szczególną uwagę zwraca umieszczony na nim tekst, napisany w pierwszej osobie liczby mnogiej. Podczas naszej eksploracji wielokrotnie wracaliśmy do jego treści, ponieważ w pewnym sensie przypominała ona to, co zaczęliśmy rejestrować podczas śledztwa.
Czy to jedynie przypadkowe skojarzenie, czy może coś, co warto dokładniej przeanalizować?

Powrót na miejsce i pierwsze próby kontaktu
Na miejsce dotarliśmy późnym popołudniem, w trakcie zachodu słońca. Wiedzieliśmy, że czeka nas jeszcze długa droga powrotna, dlatego nie mogliśmy pozwolić sobie na nieograniczone przedłużanie śledztwa.
Od razu przystąpiliśmy do działania. Włączyliśmy tryb samolotowy w telefonach, a pierwszym urządzeniem, które wykorzystaliśmy, był miernik K2. Tym razem postanowiliśmy również skorzystać ze Spirit Talker.
Zwracaliśmy się do osób, które miały zginąć w tym miejscu, pytając, czy ktoś z nich jest obecny i czy słyszy nasze pytania. Poprosiliśmy ewentualną obecność o zbliżenie się do urządzeń, które przynieśliśmy ze sobą.
Początkowo trudno było wyciągnąć jakiekolwiek konkretne wnioski. W okolicy było słychać przejeżdżające pociągi, a otwarta przestrzeń sprawiała, że dźwięki z otoczenia mogły docierać do nas z dużej odległości.
Wkrótce jednak zaczęły pojawiać się wskazania, które skłoniły nas do kontynuowania badania.

Niepokojące reakcje urządzeń
Podczas zadawania kolejnych pytań zaczęliśmy obserwować reakcje urządzeń. W pewnym momencie dwa z nich zareagowały niemal jednocześnie, co szczególnie zwróciło naszą uwagę.
Pytaliśmy między innymi, czy mamy do czynienia z którąś z osób, które zginęły podczas prac polowych. Chcieliśmy również ustalić, ile osób może znajdować się w pobliżu.
Wskazania pojawiały się w różnych momentach, jednak nie zawsze towarzyszyły im reakcje miernika K2. Z tego powodu nie byliśmy w stanie jednoznacznie określić, co mogło je powodować.
Jednym z najbardziej zastanawiających momentów była sytuacja, w której urządzenie ustawione na ziemi zaczęło reagować coraz intensywniej. Wyglądało to tak, jakby jego bateria była bardzo mocno obciążona.
Poprosiliśmy więc, aby ewentualna obecność spróbowała wpłynąć na drugie urządzenie. Chcieliśmy sprawdzić, czy podobna reakcja pojawi się również w innym miejscu.
Właśnie wtedy zaczęliśmy zastanawiać się, czy nie obserwujemy czegoś więcej niż pojedynczych, przypadkowych wskazań.
Czy usłyszeliśmy imię jednej z ofiar?
W trakcie sesji pojawiały się słowa, które próbowaliśmy powiązać z historią tego miejsca. Jednym z nich było imię Małgorzata. W pewnym momencie zwróciliśmy również uwagę na imię Józef, które pojawiło się podczas kolejnej części badania.
To właśnie imię Józef szczególnie zapadło nam w pamięć, ponieważ na krzyżu znajduje się upamiętnienie osób związanych z tragicznymi wydarzeniami.
Nie oznacza to jednak, że udało nam się potwierdzić tożsamość którejkolwiek z osób. Odpowiedzi były niejednoznaczne, a ich związek z zadawanymi pytaniami nie zawsze był oczywisty.
Podczas montażu zamierzaliśmy dokładniej przeanalizować zarejestrowany materiał. Dopiero wtedy można spróbować ustalić, czy poszczególne słowa rzeczywiście tworzą spójną całość.
Głucha sesja i słowa, które zwróciły naszą uwagę
Kolejnym etapem śledztwa była głucha sesja. Ograniczyliśmy wówczas bezpośrednią komunikację, starając się wsłuchiwać w odpowiedzi pojawiające się za pośrednictwem urządzenia.
Pytaliśmy, czy osoby, które zginęły, były tutaj razem. Chcieliśmy dowiedzieć się, czy widzą naszą obecność, czy pamiętają wydarzenia związane z pracami polowymi i czy mają nam coś do przekazania.
Odpowiedzi były chaotyczne. Pojawiały się pojedyncze słowa, fragmenty zdań oraz wypowiedzi, których nie potrafiliśmy jednoznacznie powiązać z konkretnymi pytaniami.
Szczególnie zastanowiły nas jednak słowa związane z ostrzeganiem. W trakcie sesji pojawiały się komunikaty, które można było interpretować jako wezwania do zachowania ostrożności.
W pewnym momencie zaczęliśmy zwracać uwagę na powtarzający się motyw ostrzeżeń. To właśnie wtedy pojawiła się myśl, która towarzyszyła nam już do końca eksploracji.

Echo tragedii sprzed kilkudziesięciu lat?
Czy jest możliwe, że to, co rejestrowaliśmy, nie było bezpośrednią odpowiedzią na nasze pytania?
Podczas badania coraz częściej odnosiłem wrażenie, że słowa pojawiające się podczas sesji nie są skierowane do nas. Brzmiało to raczej tak, jakbyśmy słyszeli fragmenty rozmów prowadzonych między sobą przez osoby związane z tym miejscem.
Powtarzające się ostrzeżenia, wzmianki o ostrożności i trudne do zinterpretowania wypowiedzi zaczęły układać się w pewien obraz. Pojawiła się hipoteza, że możemy mieć do czynienia z czymś w rodzaju echa tragedii – zapisem wydarzeń, które miały tutaj miejsce wiele lat temu.
Wyobrażenie, że wciąż słyszymy ostrzeżenia osób pracujących na polu, jest niepokojące. Zwłaszcza gdy zestawimy je z historią trzech osób, które miały zginąć w podobnych okolicznościach.
Trzeba jednak podkreślić, że jest to wyłącznie nasza interpretacja zarejestrowanych materiałów. Nie mamy dowodów, które pozwalałyby stwierdzić, że rzeczywiście słyszeliśmy głosy zmarłych lub odtworzenie dawnych wydarzeń.
Czy urządzenia rejestrowały obecność zmarłych?
Podczas całego śledztwa korzystaliśmy z kilku urządzeń, a ich wskazania wielokrotnie przyciągały naszą uwagę. Niektóre reakcje występowały niemal jednocześnie, inne pojawiały się w momentach, gdy zadawaliśmy konkretne pytania.
Nie udało nam się jednak uzyskać odpowiedzi, które pozwoliłyby jednoznacznie wyjaśnić, co działo się na miejscu.
Warto pamiętać, że urządzenia wykorzystywane podczas naszych eksploracji mogą reagować na różne czynniki. Same wskazania czy pojedyncze słowa nie stanowią dowodu na istnienie zjawisk paranormalnych.
Dlatego tak ważna jest dla nas późniejsza analiza materiału. Chcemy dokładnie przyjrzeć się temu, co udało nam się zarejestrować, i sprawdzić, czy poszczególne elementy rzeczywiście są ze sobą powiązane.
Czy wrócimy jeszcze pod tajemniczy krzyż?
Po zakończeniu śledztwa nie mieliśmy poczucia, że udało nam się rozwiązać zagadkę tego miejsca. Wręcz przeciwnie – pojawiło się jeszcze więcej pytań.
Najbardziej zastanawiające pozostaje wrażenie, że komunikaty, które rejestrowaliśmy, mogły być skierowane nie do nas, lecz do innych osób. Czy to możliwe, że słyszeliśmy coś w rodzaju echa dawnych wydarzeń? A może poszczególne słowa i reakcje urządzeń były jedynie przypadkowymi zjawiskami, którym próbowaliśmy nadać znaczenie?
Na ten moment nie znamy odpowiedzi.
Nie wykluczam jednak kolejnej wizyty. Zależy mi na tym, aby takie miejsca badać wielokrotnie, ponieważ dopiero kolejne próby pozwalają lepiej porównać wyniki i zweryfikować wcześniejsze obserwacje.
Tym razem musieliśmy zakończyć eksplorację również ze względu na długą drogę powrotną. Do pokonania ponownie mieliśmy niemal 7 kilometrów.
Co sądzicie o tym śledztwie?
Historia trzech osób, które miały zginąć podczas prac polowych, sama w sobie jest tragiczna. Jednak to, co zarejestrowaliśmy podczas naszej wizyty, sprawiło, że spojrzeliśmy na to miejsce z zupełnie innej perspektywy.
Najbardziej interesuje mnie Wasza interpretacja słów, które pojawiały się podczas sesji. Czy również odnosicie wrażenie, że mogły być ostrzeżeniami kierowanymi między sobą przez osoby związane z tym miejscem?
Jeżeli podczas oglądania filmu zauważyliście coś, co nam umknęło, koniecznie dajcie znać w komentarzach. Być może dostrzegliście szczegóły, które pozwolą spojrzeć na całe śledztwo z innej strony.
Czy Waszym zdaniem mogliśmy zarejestrować echo tragicznych wydarzeń sprzed lat? Czekam na Wasze opinie.
ZOBACZ WIĘCEJ MIEJSC
Kliknij i sprawdź, jakie miejsca ostatnio odwiedziliśmy.


